Fakteo.pl

Banki wiedzą, że znowu przegrają. Dlatego tak bardzo boją się sankcji kredytu darmowego.

Kiedy w 2016 roku zaczynałam prowadzić pierwsze sprawy frankowe, sektor bankowy również przekonywał, że nie ma problemu. Że umowy są zgodne z prawem. Że to konsumenci nie rozumieją ryzyka walutowego. Dziś niemal każdy wie, jak ta historia się skończyła i co wyrok TSUE może znaczyć dla portfela zwykłego Kowalskiego. Teraz historia zaczyna się od nowa. Tym razem chodzi o sankcję kredytu darmowego, a stawką są dziesiątki miliardów złotych.

 

Czym jest sankcja kredytu darmowego i dlaczego banki mają problem?

Sankcja kredytu darmowego (SKD) to mechanizm przewidziany w art. 45 Ustawy o kredycie konsumenckim z 2011 roku. Zasada jest prosta: jeśli bank przy udzielaniu kredytu konsumenckiego naruszył ustawowe obowiązki informacyjne, czyli np. błędnie podał RRSO, nieprawidłowo opisał całkowity koszt kredytu albo naliczał odsetki od kwot, których konsument faktycznie nie otrzymał, kredytobiorca może spłacać wyłącznie pożyczony kapitał. Bez odsetek, bez prowizji, bez żadnych dodatkowych kosztów, natomiast pobrane wcześniej opłaty i odsetki podlegają zwrotowi.

Związek Banków Polskich szacuje, że sankcja potencjalnie dotyczy około 25 milionów umów kredytowych zawartych po grudniu 2011 roku. Inne szacunki mówią o ponad 21 milionach umów z portfelem wierzytelności wartym około 240 miliardów złotych. Niezależnie od tego, którą cyfrę uznać za właściwszą nie ulega wątpliwości, że skala jest porażająca. I właśnie dlatego banki mobilizują się dziś jak nigdy od czasu afery frankowej.

 

Wyrok TSUE z 23 kwietnia 2026 roku, czyli przełom, który zmienił wszystko

23 kwietnia 2026 roku TSUE wydał wyrok w sprawie C-744/24. Treść orzeczenia jest jednoznaczna: bank nie może pobierać odsetek od kosztów kredytu, czyli prowizji, składek ubezpieczeniowych i innych opłat – jeżeli środki te nie zostały faktycznie wypłacone konsumentowi, lecz jedynie „skredytowane”, czyli wpisane do salda zadłużenia.

Przez lata banki stosowały następujący model: udzielały kredytu na przykład na 50 tys. złotych, z czego 5 tys. złotych stanowiła prowizja. Prowizja ta nie trafiała do kieszeni klienta, tylko pokrywała koszt udzielenia kredytu. Mimo to bank naliczał odsetki od całej kwoty 50 tys. złotych, jakby konsument otrzymał całą tę sumę. TSUE powiedział, że taka praktyka jest sprzeczna z Dyrektywą 2008/48/WE o kredycie konsumenckim.

Rzecznik Finansowy skomentował wyrok wprost: pobieranie odsetek od pozaodsetkowych kosztów kredytu było nagminną praktyką banków i firm pożyczkowych, wobec której wielokrotnie zgłaszał zastrzeżenia. Oznacza to uzyskiwanie dodatkowego wynagrodzenia przez kredytodawcę bez odpowiadającego mu świadczenia na rzecz kredytobiorcy.

Wyrok TSUE niewątpliwie wzmacnia argumentację w sprawach o SKD wszędzie tam, gdzie bank doliczał koszty do salda i naliczał od nich odsetki tak, jak od wypłaconego kapitału, a co jest właśnie jedną z najpowszechniejszych podstaw do zastosowania sankcji kredytu darmowego.

 

Opinia Rzecznika Generalnego TSUE z 11 czerwca 2026 roku – sądy muszą działać z urzędu

Zaledwie kilka tygodni po wyroku C-744/24, 11 czerwca 2026 roku, Rzecznik Generalny TSUE wydał opinię w sprawie C-831/24. Pytania prejudycjalne w tej sprawie zadał Sąd Rejonowy w Białymstoku, a dotyczą one samego mechanizmu orzekania w sporach o SKD.

Stanowisko Rzecznika Generalnego jest korzystne dla konsumentów. Wynika z niego, że w przypadku powództwa opartego na sankcji kredytu darmowego sąd ma obowiązek z urzędu zbadać całą umowę kredytu konsumenckiego pod kątem spełnienia przez bank wszystkich obowiązków informacyjnych, nawet jeśli kredytobiorca w pozwie wskazał jedynie niektóre naruszenia.

Opinia Rzecznika Generalnego oczywiście nie jest wyrokiem. Ostatecznego orzeczenia TSUE w sprawie C-831/24 możemy spodziewać się najprawdopodobniej za kilka miesięcy. Warto jednak podkreślić, że co do zasady TSUE podąża za stanowiskiem Rzecznika Generalnego, dlatego też sektor bankowy tak intensywnie krytykuje całą instytucję sankcji.

 

Afera z „banksterką” i koniec niezależności UOKiK

To, co wydarzyło się w maju 2026 roku, jest bez precedensu w historii polskiej ochrony konsumenckiej. Przez ponad dwa lata Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów pracował nad projektem nowej Ustawy o kredycie konsumenckim, wdrażającej unijną dyrektywę CCD2. Projekt, mimo swoich wad, w wielu miejscach wzmacniał ochronę kredytobiorców i znosił dotychczasowy limit kwotowy 255.550,00 złotych. Banki od początku były temu projektowi przeciwne.

20 maja 2026 roku Prezes UOKiK Tomasz Chróstny w wywiadzie określił sektor bankowy mianem „typowej banksterki”. Dosłownie 72 godziny później Prezes Rady Ministrów podjął decyzję o odebraniu UOKiK upoważnienia do prowadzenia dalszych prac legislacyjnych nad ustawą. Projekt, nad którym urząd pracował od 2024 roku, został wycofany z prac Komitetu do Spraw Europejskich.

Rząd zapowiedział stworzenie projektu od nowa, ale czasu jest dramatycznie mało. Pełne wdrożenie dyrektywy CCD2 powinno nastąpić do 20 listopada 2026 roku. Każdy miesiąc opóźnienia to miesiąc, w którym miliony Polaków nie korzystają z wzmocnionej ochrony, którą zapewniłoby unijne prawo.

Ministerstwo ds. wdrażania polityki rządu wytłumaczyło decyzję opieszałością UOKiK. Można się z tym zgadzać lub nie – niezależnie od ocen po stronie proceduralnej, efekt jest polityczny i wymowny: instytucja publiczna, która przez lata była rzecznikiem konsumentów wobec banków, została odsunięta od kluczowego projektu legislacyjnego w momencie, gdy sektor finansowy poczuł się zagrożony.

 

KNF broni banków. Kto broni konsumentów?

Na Kongresie Prawa Bankowego ZBP w połowie czerwca 2026 roku przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Jacek Jastrzębski zaapelował o „gruntowne przemyślenie sensu i konstrukcji sankcji kredytu darmowego”, a nawet wprost rozważenie jej usunięcia z polskiego porządku prawnego. Komitet Stabilności Finansowej, czyli organ skupiający NBP, KNF, Ministerstwo Finansów i Bankowy Fundusz Gwarancyjny, już wcześniej zakwalifikował SKD jako „systemowe ryzyko dla sektora finansowego”.

To jest dokładnie odwrócenie ról. Sankcja kredytu darmowego nie jest zagrożeniem dla systemu finansowego. Jest zagrożeniem dla zysków banków, które przez lata nieprawidłowo konstruowały umowy kredytowe. Ryzyko systemowe to nie SKD, lecz miliony umów zawierających klauzule niezgodne z prawem unijnym.

Konsumenckie Stowarzyszenie Stop Bankowemu Bezprawiu zapowiedziało skargę do Komisji Europejskiej, traktując stanowisko KNF jako potencjalne naruszenie prawa UE. Rzecznik Finansowy stoi po stronie kredytobiorców. Ale rząd? Rząd milczy lub ustępuje.

 

Ryzyko dla konsumentów: skupy wierzytelności i nieuregulowany rynek

Gdy sprawa staje się medialnie gorąca, rynek natychmiast to wyczuwa. W przypadku SKD dzieje się to ze szczególną intensywnością i nie zawsze z korzyścią dla kredytobiorców.

Firmy skupujące roszczenia odkupują od kredytobiorców wierzytelności z tytułu SKD za ułamek ich wartości, typowo 10-15% faktycznej kwoty roszczenia. Konsument dostaje kilkaset złotych od ręki i podpisuje cesję. Firma wchodzi do sądu w jego miejsce i inkasuje pełną sankcję. Przy typowym kredycie konsumenckim często kilkanaście, a przy wyższych kwotach nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Konsument bezpowrotnie traci prawo do reszty.

Osobnym zjawiskiem są tzw. parakancelarie, czyli podmioty niebędące kancelariami adwokackimi ani radcowskimi, oferujące obsługę spraw SKD w modelu „za darmo” lub wyłącznie na success fee. Brak regulacji tego rynku oznacza brak odpowiedzialności zawodowej, brak obowiązkowego ubezpieczenia i brak nadzoru korporacyjnego. Konsument, którego sprawę obsługuje nieregulowany podmiot, jest w przypadku błędu procesowego praktycznie bez ochrony. Sam ZBP wielokrotnie wskazywał na ten problem, tyle że w celu zdyskredytowania całej instytucji SKD, nie w trosce o kredytobiorców.

 

Kto naprawdę dyktuje warunki?

Wyrok TSUE z 23 kwietnia 2026 roku i opinia Rzecznika Generalnego z 11 czerwca rysują wyraźny kierunek: prawo unijne stoi po stronie konsumentów. Z koli polskie sądy coraz lepiej rozumieją mechanizmy, którymi banki przez lata zarabiały na klientach więcej, niż miały prawo.

Problem w tym, że legislacja krajowa coraz wyraźniej idzie w przeciwnym kierunku. UOKiK odsunięty od prac nad ustawą, KNF postulująca likwidację SKD, rząd milczący wobec nacisku sektora finansowego – to nie jest przypadkowa konstelacja. To jest obraz tego, kto w Polsce naprawdę negocjuje warunki ochrony konsumenckiej i z kim.

Kredytobiorcy wygrywali z bankami w sprawach frankowych, gdy wszyscy mówili, że to niemożliwe. Wygrywali, bo prawo – unijne prawo – było po ich stronie. W sprawach o sankcję kredytu darmowego prawo unijne znów mówi jasno. Pytanie, czy politycy i regulatorzy zechcą je usłyszeć.

Zostaw komentarz