Wpisz aby wyszukać

Aktualności Biznes i Finanse

Najdroższy drink na wakacjach? Ten kupiony przez… niekorzystne przewalutowanie

Podziel się

Jest taki moment podczas zagranicznych wakacji, kiedy każdy turysta czuje się przez chwilę jak ekspert od finansów. Stoi przy terminalu płatniczym albo bankomacie, a na ekranie pojawia się niewinne pytanie: „Czy chcesz zapłacić w PLN?”

 

Brzmi znajomo. Nawet uprzejmie. W końcu kto nie chciałby od razu wiedzieć, ile zapłacił w złotówkach?

Problem w tym, że właśnie wtedy wielu Polaków funduje sobie… najdroższą pamiątkę z wakacji.
– „To trochę jak zamawianie ryby w restauracji bez pytania o cenę. Na początku wszystko wygląda niewinnie, a rachunek na końcu potrafi naprawdę zaskoczyć – uśmiecha się Łukasz Paszkiewicz, ekspert rynku walutowego i prezes Ekantor.pl.

 

Według danych Komisji Europejskiej nawet co drugi podróżujący w Europie nie wie, czym jest usługa Dynamic Currency Conversion (DCC), czyli przewalutowanie oferowane przez terminal lub bankomat. Tymczasem właśnie ono potrafi podnieść koszt transakcji nawet o kilka, a czasem kilkanaście procent.

Bankomat za granicą nie jest biurem informacji turystycznej

Wakacyjny scenariusz wygląda zwykle podobnie. Lądujemy na lotnisku, kupujemy kawę, wypłacamy trochę gotówki i jedziemy do hotelu. Wszystko idzie zgodnie z planem… aż do momentu powrotu do domu, kiedy sprawdzamy historię konta. – „Bankomat za granicą jest trochę jak sprzedawca na bazarze. Oczywiście może zaproponować nam wygodne rozwiązanie, ale niekoniecznie będzie ono najkorzystniejsze dla naszego portfela.” –  uważa Łukasz Paszkiewicz i dodaje, że największym błędem jest akceptowanie przewalutowania na złotówki. Choć komunikat sugeruje wygodę i pewność kwoty,
w praktyce oznacza najczęściej, że kurs ustala operator terminala, a nie bank lub operator naszej karty. Różnica? Czasami kilkadziesiąt złotych przy jednej transakcji. – „Jeżeli terminal pyta, czy chcemy zapłacić w złotówkach, odpowiedź brzmi niemal zawsze: nie. Lokalna waluta to nasz najlepszy wakacyjny przyjaciel.”

Gotówka czy karta? Odpowiedź brzmi:… to zależy

To jedno z najczęściej zadawanych pytań przed wakacjami. Jedni wyjeżdżają z kopertą pełną banknotów, inni zabierają wyłącznie telefon i kartę. Jak zwykle prawda leży gdzieś pośrodku. – „Gotówka jest trochę jak krem z filtrem. Nawet jeśli planujemy go nie używać, dobrze go mieć. Nigdy nie wiadomo, kiedy okaże się potrzebny.” Ekspert radzi, aby część budżetu mieć w lokalnej walucie – na drobne zakupy, napiwki czy miejsca, gdzie terminal nadal jest rzadkością. Większe wydatki warto natomiast realizować kartą,
ale świadomie i zawsze rozliczać je w walucie kraju, w którym przebywamy.

Wakacyjne TOP 5. Tak Polacy najczęściej tracą pieniądze

Największe wakacyjne straty rzadko wynikają z drogich hoteli. Znacznie częściej są efektem pozornie niewinnych decyzji. Kupowanie waluty na lotnisku tuż przed odlotem, wypłata niewielkich kwot
z bankomatu kilka razy dziennie, płacenie w złotówkach za granicą, korzystanie z przypadkowych kantorów czy całkowite poleganie na jednej metodzie płatności – to błędy, które powtarzają się co roku.

– „Najdroższe decyzje finansowe podejmujemy zwykle wtedy, kiedy najbardziej chcemy już zacząć odpoczywać. Na lotnisku, po wielogodzinnym locie albo tuż przed zameldowaniem w hotelu. Wtedy wygoda wygrywa z rozsądkiem.” –  przestrzega ekspert.

Wakacyjny budżet zaczyna się… kilka tygodni wcześniej

Eksperci rynku walutowego zgodnie podkreślają, że najwięcej oszczędzają osoby, które nie zostawiają wszystkiego na ostatni moment. Według badań Europejskiego Banku Centralnego kursy walut w okresie wakacyjnym potrafią zmieniać się dynamicznie pod wpływem wydarzeń gospodarczych
i geopolitycznych. Dlatego warto obserwować rynek wcześniej, a wymianę waluty rozłożyć na kilka transakcji zamiast kupować całość dzień przed wyjazdem. – „Nikt nie oczekuje, że turysta stanie się analitykiem rynku walutowego.” – stwierdza Paszkiewicz. „Ale kilka prostych decyzji potrafi zrobić większą różnicę niż szukanie hotelu tańszego o 20 euro za noc.”

Wakacje są od odpoczywania. Nie od sponsorowania banków

Coraz więcej osób dokładnie porównuje ceny hoteli, godzinami szuka najtańszych lotów i potrafi zaoszczędzić 50 zł na walizce rejestrowanej. A potem jednym kliknięciem przy terminalu oddaje znacznie więcej. – „Mam wrażenie, że Polacy potrafią spędzić trzy wieczory na wyborze leżaka do ogrodu, a dwie sekundy na decyzji o przewalutowaniu kilkutysięcznej transakcji. Tymczasem właśnie te dwie sekundy bywają najdroższe podczas całego urlopu.” – śmieje się Łukasz Paszkiewicz. Bo prawda jest taka,
że wakacyjny budżet najrzadziej psują lody dla dzieci czy dodatkowa kolacja z widokiem na morze.

Najczęściej robią to rzeczy, których… w ogóle nie widać. Kilka procent ukrytego spreadu.Jedno niepotrzebne przewalutowanie. Kilka opłat za bankomat. I nagle okazuje się, że najdroższą atrakcją wyjazdu nie był rejs katamaranem ani nurkowanie z żółwiami. Tylko jedno, bardzo uprzejme pytanie wyświetlone na ekranie terminala: „Czy chcesz zapłacić w PLN?”

Zostaw komentarz